2. Początki, czyli czy Lima jest bezpieczna?

Moje pierwsze wrażenia z Limy to dwa wspomnienia: gorące, lepkie powietrze i wszechobecny hałas. Nawołują kierowcy taksówek, usiłując wyróżnić się spośród konkurencji. Z zatrzymujących się autobusów ktoś wykrzykuje nazwy kolejnych przystanków. Z każdego sklepu dochodzi inna muzyka, zawsze jednak na cały regulator. Wszyscy kierowcy nieustannie trzymają dłonie na klaksonach, za pomocą których popędzają, ostrzegają lub pozdrawiają innych na drodze. Zdarzają się nawet żebracy, którzy przez mikrofon, przekrzykując innych, ogłaszają światu swe potrzeby. Ciągły ruch i nieustająca, miejska kakofonia, panują w Limie od rana aż do nocy. Usiłując zapamiętać jakąkolwiek drogę przez ten tętniący życiem labirynt, zastanawiam się, czy jeden semestr wystarczy, by swobodnie się tu poruszać. Chaos  tak najkrócej można opisać Limę.

10848712_10203962223357356_7417794550982367128_o
Foto: E. Klewar

W domu, gdzie mieszkam, gospodarze witają mnie najuprzejmiej, jak mogą, od początku racząc mnie jabłkową herbatą i opowieściami o czyhających tu niebezpieczeństwach. „Najlepiej nie zabierać ze sobą niczego”, tłumaczą. Torebki znikają, a po plecakach zostają same szelki. Tego telefonu, dodają, patrząc na mojego leciwego, obtłuczonego Samsunga, też lepiej przy sobie nie noś. To jednak dopiero początek ostrzeżeń, jak przekonałam się podczas pierwszego dnia na uczelni.

Słynna już wśród studentów „charla de seguridad” (czyli wykład na temat bezpieczeństwa) pod wdzięcznym tytułem „jak przetrwać w Limie” skutecznie wytrąciła nowych studentów z beztroskiego nastroju. Prowadząca wykład, pełna energii, z szerokim uśmiechem przedstawiła nam pożałowania godną sytuację „gringos” w Limie. Grozą powiało już na samym początku, dzięki trzymającej w napięciu historii o skorumpowanych policjantach. Pod pretekstem przeszukania, zdarza im się czasem podrzucić obcokrajowcom narkotyki, by później (za odpowiednią opłatą) pomóc im uniknąć kary. Z policją wobec tego najlepiej nie wchodzić w żadne interakcje. To na początek, ale uważać powinniśmy także na:

  • 10855054_10203962226277429_8697330911353056658_o
    Foto. E. Klewar

    Złodziei – pod każdą postacią. Mężczyzn, kobiety, dzieci i staruszki. Osobną kategorię stanowią „ladrones-payasos”, czyli złodzieje w przebraniu klauna (i nie, to nie jest żart). Każdy ma swój sprytny sposób na zdobycie naszego portfela. Nie kradnie się tu wyłącznie bielizny, bo i złodziej musi mieć jakieś zasady. Studentom zaleca się zawsze mieć przy sobie 20 soli specjalnie na takie okazje i w razie spotkania ze złodziejem oddać je bez żalu i zbędnych protestów.

  • Kierowców taksówek – bezpieczna podróż taksówką wiąże się z całą procedurą. Sprawdzić należy wszystko. Czy nikt nie ukrywa się w bagażniku, czy drzwi otwierają się od środka i czy kierowca wzbudza zaufanie. Jeśli już zdecydujemy się wsiąść, to najlepiej zająć miejsce tuż za kierowcą (nigdy w zasięgu możliwej broni) i uchylić lekko okno (nigdy na tyle szeroko, by dało się nas okraść z zewnątrz). Pod żadnym pozorem nie wsiadać do Tico. Ich stan techniczny stanowi jeszcze większe zagrożenie niż wszelkie inne niebezpieczeństwa razem wzięte. Niektóre firmy przewozowe stworzyły specjalne aplikacje, dzięki którym, zamawiając taksówkę, otrzymujemy w odpowiedzi zdjęcie taksówkarza, który ma po nas przyjechać. Niestety nieco kłóci się to z zasadą nienoszenia przy sobie drogich telefonów, więc na rozwiązanie idealne wciąż czekamy. Po tym punkcie wykładu mało kto ma zresztą ochotę na wsiadanie do jakiejkolwiek taksówki.
  • Barmanów – którzy przekupieni, dosypują do drinków narkotyki. A także na obcych, nadmiernie sympatycznych ludzi – ponieważ zwykle nie szukają przyjaźni.
  • Foto: E. Klewar
    Foto: E. Klewar

    Bricheros (również w wersji żeńskiej – bricheras) – czyli tych, którzy, stosując podryw na romantycznego Latynosa, chcą korzystać z naszych pieniędzy (w jakie my, czyli gringos, rzekomo opływamy). Ich częsty plan to rozkochać w sobie obcokrajowca i tak zdobyć upragnioną wizę. Pochodzenie słowa „brichero” nie jest jasne, ale zwraca się uwagę na pokrewieństwo z angielskim „bridge”. Zakochana gringa (bądź gringo) może bowiem znakomicie służyć jako most do lepszego świata.

  • Trzęsienia ziemi – w razie których należy znaleźć odpowiednią kryjówkę i natychmiast powiadomić o swoim położeniu. Klęski żywiołowe, w świetle barwnych opowieści kryminalnych, wydały się jednak zupełnie niegroźne.

Porządnie nastraszeni, co ewidentnie było celem tego wykładu, po wyjściu z uczelni postanowiliśmy jednak wierzyć w to, że wcale nie jest tak źle. Przedstawiciele PUCP postanowili dmuchać na zimne i dać nam solidną lekcję, zanim zdążymy na dobre zatracić się w limeńskiej atmosferze. A pomimo hałasu, chaosu i niebezpieczeństw (a może to właśnie dzięki nim?) można Limę polubić już od pierwszego spaceru.

Foto: E. Klewar
Foto: E. Klewar

One thought on “2. Początki, czyli czy Lima jest bezpieczna?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *