6. Co słychać w Kolumbii w 2014 roku

Z okresu świąteczno-noworocznego do okresu „zwykłego” Kolumbia przeszła bardzo sprawnie. Nawet nie zaważyłam, kiedy ozdoby bożonarodzeniowe zniknęły. Wtorek 7 stycznia, nazywany el martés azul (niebieski wtorek), był dniem depresyjnym, Kolumbijczycy kończyli swoje urlopy, wracali do pracy, do swoich codziennych obowiązków. Jedni zrobili postanowienia noworoczne, inni zaś oczekują spełnienia tradycyjnych zabobonów. Trochę czasu już minęło od Sylwestra, ale warto po krótce wypisać w punktach to, co było dla mnie nowe:

  1. 5 minut przed północą można było usłyszeć piosenkę „Faltan cinco pa´ las 12” (Za pięć minut 12), następnie z radia rozległy się syreny i przy piosenkach takich jak: „El año viejo” (Stary Rok), „Año nuevo vida nueva”(Nowy Rok, nowe życie) ludzie płakali i przytulali się. Przybiegali sąsiedzi (nawet ludzie, których nie widziałam nigdy ani ja ani rodzina Luisa), niektórzy byli z walizkami…”Faltan Cinco pa las doce”[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=bTNLdHSJgm4]”El año viejo”[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=l2_uuh5u_68]”Año nuevo vida nueva”

    [youtube=http://www.youtube.com/watch?v=EN_OElLevOs]

  2. Walizki: Niektórzy członkowie rodziny, z którą spędzałam Sylwestra, ustawili się w małą grupkę na ulicy: jedni z walizkami inni z plecakami. Nawet niektórzy sąsiedzi się przyłączyli. Nagle zaczęli biec. Cały maraton trwał ok. 2-3 minut. Wszystko po to, żeby w Nowym Roku odbyć jakąś podróż.
  3. Pieniądze w rękach: coby pieniędzy w Nowym Roku nie zabrakło, warto trzymać parę groszy w rękach, kiedy wybije północ.
  4. Jedzenie winogron: Znam ten zwyczaj z Hiszpanii, ale nie wiedziałam, że i tutaj jest on kultywowany. Trzeba zjeść 12 winogron na szczęście. Oczywiście gdy wybije północ.

Bardzo szybko się jednak okazało, że z tym szczęściem to różnie bywa. Do Kolumbii dotarła wiadomość, że ukochany El Tigre Falcao, nabawił się poważnej kontuzji kolana w czasie spotkania Pucharu Francji. Od razu było wiadomo, że wystąpienie Falcao na mundialu graniczy z cudem. Operacja się udała, ale piłkarza czeka rehabilitacja. Wiadomość bardzo zasmuciła wiernych kolumbijskich kibiców. Od samego początku wysyłali mu słowa wsparcia. Do piłkarza Sonera Erteka, z drużyny MDA Chasselay, który dokonał niefortunnego wślizgu, docierały natomiast z Kolumbii anonimowe pogróżki. Media podają, że Falcao napisał wiadomość do Erteka, żeby się o nic nie obwiniał. Na początku atmosfera była dosyć nerwowa, jednak uspokajała się z dnia na dzień. Zaczęły powstawać liczne żartobliwe memy w odpowiedzi na zaistniałą sytuację: http://www.rpp.com.pe/2014-01-23-falcao-y-los-memes-sobre-la-lesion-que-podria-dejarlo-fuera-de-brasil-2014-foto_664244_1.html#foto.

Niewątpliwie niektóre z nich to „czysty czarny humor”, np.: Falcao nie straci mundialu, ma Direct TV1. To jest odpowiedź na reklamę telewizji satelitarnej, w której Falcao mówi, żeby kibic nie stracił mundialu. Niektóre memy nawołują do przełożenia rozgrywek na październik-grudzień. Jednak patrząc na sytuację realnie, trzeba wspierać słowem, modlitwą Falcao i mieć nadzieję, że uda mu się wystąpić chociaż na jednym meczu w Brazylii. Fuerza Tigre!

Homer Simpson dowiaduje się o kontuzji Falcao

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=nzgnVyK2F88]

Pijany Rosjanin dowiaduje się, że Falcao nie zagra na mundialu

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=yRKN6ItrHWA]

IMG_4650Drugim narodowym sportem, który emocjonuje zwłaszcza region wyspiarski, jest baseball. W Monteríi znajduje się najlepszy kolumbijski stadion, który ma wymiary właściwe wielkim ligom. Pierwszy raz w życiu miałam przyjemność pójść na mecz z prawdziwego zdarzenia. Wybraliśmy się grupką przyjaciół. Jeden z nich to były baseballista. Docierając na stadion zatrzymywali nas jego fani, pozdrawiali go serdecznie. To jeden z dowodów na to, jak żywy jest tutaj ten sport i jak jego fani są wierni. Na stadionie panował istnie imprezowy nastrój, można było nabyć napoje, wodę, piwo, liczne przekąski. Komentatorzy rozgrzewali gardła przeprowadzając wywiady (mnie też trafiło się to szczęście, chociaż ja o baseballu nie wiedziałam nic, za to mogłam powiedzieć jak się prosi po polsku o mięso z grilla). Muzyka rozbrzmiewała po całym stadionie. Przed rozpoczęciem meczu wystąpił zespół „The Queens” prosto z Cartageny. Nie był to występ na wysokim poziomie. Dziewczyny z zespołu trochę męczyły śpiewając, ale to i tak nie zniszczyło atmosfery panującej na stadionie.

IMG_4673Był to jeden z meczów o dostanie się do rozgrywek latynoamerykańskich, które miały miejsce właśnie tutaj w Monteríi. Drużyna Leones (lwy, drużyna z Monteríi) walczyła z drużyną Tigres (tygrysy, drużyna z Cartageny). Kiedy zmieniali się zawodnicy, na boisko wchodził ktoś przebrany za lwa i rozśmieszał publiczność. Na stadionie spędziłam około pięciu godzin. Co więcej, nie było momentu, żebym się nudziła. Bardzo się wciągnęłam, nie wiedziałam, że baseball jest tak emocjonujący – tak wiele dzieje się na boisku. Nareszcie poznałam zasady tego sportu! Niestety, miejscowa drużyna przegrała. Lwy musiały jeszcze rozegrać dwa kolejne mecze u siebie, ale też zakończyły się one porażką. Tym sposobem drużyna z Cartageny dostała się do rozgrywek latynoamerykańskich, w których brały udział drużyny z Meksyku, Panamy, Nikaragui. Tygrysy dopięły swego, Kolumbia po raz pierwszy w historii wygrała rozgrywki. Radość niezmierna ogarnęła Kolumbijczyków, rok 2014 jednak może być jeszcze udany.

Karnawał: Nie, wcale do Baranquilli się nie wybieram, na razie. W tym mieście, centrum karnawałowym Kolumbii wkrótce rozpocznie się wielkie świętowanie. Dowiedziałam się, że 30% ciąż w tym mieście ma swoje korzenie właśnie w okresie karnawałowym. Z tego powodu zaczęto rozdawać 100 000 prezerwatyw, żeby uniknąć niechcianych ciąż. Wcześniej miałam wiele chęci, żeby zobaczyć słynny karnawał w ojczyźnie Shakiry, ale póki co zdecydowałam się na poznawanie miejsc, które w przewodnikach turystycznych nie są wymieniane.

IMG_4431Odwiedziłam między innymi San Carlos, wioskę położoną niedaleko Monteríi (podróż trwała około godziny). Droga dosyć piaszczysta i jako że z przyjaciółmi jechaliśmy motorami, trzeba było dobrze zakryć twarz. Pył tutaj jest wyjątkowo szkodliwy. Po podróży niektórzy dostali silniejszego przeziębienia. Podróż warta była zachodu, zapylonego ubrania. Mogłam zobaczyć kakaowce, totumo (owoc, z którego tworzy się naczynia, nie jest jadalny), la dormidera (śpiący kwiat, która po dotknięciu zamyka się – „zasypia”), achote (bardzo ciekawa roślinka, która służy jako czerwony barwnik do potraw), pikantną przyprawę guau guau, plantacje juki i wiele, wiele innych. Mieszkańcy bardzo serdecznie nasz przyjęli. Zaserwowali nam na śniadanie świńskie żeberka, jukę, pyszny el queso costeño, czyli biały ser z tego regionu oraz kawę z mlekiem. Na obiad moja ulubiona zupa: el sancocho de gallina, czyli zupa z kury (kury były kupione przez mojego przyjaciela w drodze do San Carlos), ryż i ponownie juka. A na deser przepyszne lody (zamrożony sok dokładniej) z tamarindo i kawa. W San Carlos mogłam również zobaczyć, jak ludzie tam gotują. Dostałam do ręki wielki kij i zaczęłam mieszać w wielkim garnku z wieprzowiną ustawionym na rozpalonych drwach. Do moich małych kolumbijskich odkryć dopisuję ananasa, a konkretniej to, jak on rośnie. Być może dla większości czytelników to oczywistość, ale dla mnie to „odkrycie Ameryki”.

IMG_4477 IMG_4455 2014-01-05 11.41.21

Nowością były dla mnie papużki, z którymi mogłam być tak blisko. W domu babci Luisa jest gadająca papuga, która myśli, że jest psem. Widziałam jak zajada się mięsem, jak bardziej chodzi niż lata. W Kolumbii odkrywam różnorodność ptaków i ich ukryte talenty: śpiewają hymn narodowy, różne piosenki, gadają, śmieją się.

W czasie „mojego karnawału” mogłam odkryć również plantację bawełny. Pracownicy przychodzili do pracy nad ranem, żeby zdążyć przed słońcem. Z przyjaciółmi pomagaliśmy właścicielowi obliczać pensję dla każdego pracownika i ile bawełny każdy z nich zebrał. Bardzo trudno było mi uwierzyć, że w ciągu jednego tygodnia zostały zebrane ponad 4 tony bawełny. Przecież to nic nie waży! Zobaczyłam dzieci, które w górze bawełny zabawiały się tak jak u nas dzieci w śniegu. Również i ja się pokusiłam na rzucanie się „śnieżkami z bawełny”. Gospodarz pozwolił nam pojeździć konno, pospacerować po jego działce, która była ogromna.

IMG_5127 2014-02-08 16.48.18

Trzecim miejscem, o którym chcę wspomnieć w tym wpisie jest El Parque de los Caimanes. Jest to park bardzo turystyczny (niegdyś działka była własnością pewnego szefa kartelu narkotykowego), niewątpliwie wpisany w listę rozrywek oferowanych przez region Córdoba. Znajduje się w miejscowości Buenavista, między Caucasia a Planeta Rica. Jest to park, w którym hoduje się przede wszystkim krokodyle, a dokładniej: caiman crocodilus fuscus. Podróż z Monteríi jak zwykle wesoła (marzyłam o podróży takim autobusem!). Na przystankach wsiadali kupcy, od których można było kupić soki naturalne, empanadas… Od miejsca, gdzie wraz z przyjaciółmi wysiedliśmy z autobusu, trzeba było pokonać ok. 20 minutową trasę. Mieliśmy szczęście, ponieważ akurat pracownicy parku jechali traktorem z przyczepą, na której była martwa krowa (podobno się utopiła). Było to pożywienie dla lwa Leona. Pracownicy pozwolili nam wsiąść na przyczepę. Najpierw myślałam, że to żart, że nikt nie wsiądzie, a tu proszę bardzo: wszyscy costeños już siedzieli w przyczepie z martwą krową.

2014-01-26 12.50.34 IMG_4760

Oprócz krokodyli i lwa można zobaczyć dwutonowego hipopotama Timoteo, krowę z sześcioma nogami, strusie, węże, oraz wiele innych zwierząt, np.: zwierzęta hodowlane. Na „dzień dobry” przewodnik pokazał całe mnóstwo małych krokodylków i powiedział, że jest ich w parku 30.000, a co roku wypuszczają na wolność 3000. Za maskotkę uważają starego krokodyla Juancho, który mierzy 4,5 metra. Podziwianiu zwierząt towarzyszyły przeróżne pokazy: tańce z krokodylem, z wężem, wyścigi na strusiach. Można było potrzymać węża, dotknąć krokodyla, być bliżej zwierząt. Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie trzymającej na szyi węża czy zachwycającej się krokodylem. A jednak, tutaj wszystko jest możliwe. Na koniec obiad: można było spróbować mięsa z krokodyla. Pewnie nie będzie niespodzianką, jeśli powiem, że smakował jak kurczak. Park oferuje również basen, hotel oraz namioty. Ja spędziłam w nim tylko jeden dzień i przyznam, że bardzo tam odpoczęłam. Przewodnicy z dobrym poczuciem humoru, a w parku cisza i spokój. Aż chce się zostać tam na dłużej!

IMG_4882 2014-01-26 10.56.39

Ktoś może powiedzieć: jak karnawał to tylko w Baranquilli! A ja uważam, że trzeba zerwać ze stereotypami i niekoniecznie jechać tam gdzie tłumy ludzi. Potańczyć, pójść na kolumbijską fiestę czy parrandę można również u nas, w Monteríi. Jeśli tylko ktoś z Was ma możliwość, niech jedzie również do nieznanych miejsc, nieturystycznych. Niech poznaje ludzi, kulturę i niech zobaczy na własne oczy, że Kolumbia nie jest taka, jak ją często opisują. Nie jest jednym wielkim kartelem narkotykowym zalanym przez bojówki.

W następnej części opowiem o kolumbijskim jedzeniu, którego mogłam skosztować w Monteríi. Jedzenie tutaj to nie tylko to, co Kolumbijczycy gotują w domu czy jedzą w restauracjach. Odkryłam wiele smakołyków, które sprzedawane są na ulicy za niewielkie pieniądze. Nie wspominając już o mnóstwie krzewów limonkowych i o drzewach mango. Mówi się, że samo mango ma około 20 rodzajów. Zapowiada się smakowity artykuł!

1 Amerykańska platforma satelitarna. http://www.directvla.com/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *