3. São Paulo – miasto, które jest “bardziej”

Miasto, które jest “bardziej”. Bardziej jakie? Bardziej interesujące, śmierdzące, zabudowane, zatłoczone? Budynki są wyższe, rośliny w parkach bardziej egzotyczne, a ludzie ogólnie bardziej pomocni niż w Europie? Wszystko to prawda, ale niepełna. Prawda jest taka, że aby przekonać się, jak naprawdę wygląda São Paulo, należy tu przyjechać przynajmniej na tydzień.

Okolice Sambodromu
Okolice Sambodromu

Stolica stanu São Paulo to największe miasto Brazylii i Ameryki Południowej, w którym żyje ponad 11 mln osób. Otaczają je tak zwane cidades dormitórios (miasta sypialnie) np. Cotia, Carapicuíba czy Taboão da Serra, które gromadzą kolejne 10 mln osób. Oznacza to ogromne liczby pracowników, studentów, mieszkańców, a także bezdomnych, którzy codziennie przemierzają ulice miasta. Tłumy ludzi przelewają się z placu na plac, z metra do autobusu i z pracy do domu, od rana do wieczora. Co ciekawe, w centrum miasta widziałam wiele ogłoszeń wynajmu/sprzedaży mieszkań, zaś niewielu mieszkańców – przeważali turyści, policjanci i osoby pracujące w okolicy.

Metro
Metro

Wydawałoby się, że tak wielkie miasto musi być dobrze skomunikowane, aby funkcjonować. Niestety, w São Paulo istnieje jedynie 5 linii metra, a najnowsza (żółta) wciąż jest w budowie, choć zapowiadano dokończenie jej przed rozpoczęciem piłkarskich mistrzostw świata w 2014 roku. Obiecywano oczywiście także rozbudowę istniejącej sieci linii autobusowych. Sami mieszkańcy nie wierzą w zapowiedzi władz i nie zamierzają pozbywać się samochodów, które stanowią główny środek transportu w tym mieście-gigancie.

Dzielnica Liberdade
Dzielnica Liberdade

Korki, ach te korki. To właśnie one były przyczyną mojego nieustannego zgrzytania zębami. Niestety, jedyny sposób na dotarcie do centrum miasta w mniej niż 2 godziny to kombinacja samochód-metro. Przejazd z jednego końca miasta na drugi (samochodem) może zająć aż do 3 godzin w przypadku korków. Sznury aut ciągną się szerokimi ulicami miasta, a między nimi szybko poruszają się uliczni sprzedawcy słodkości (zazwyczaj dzieci). Ich metoda jest prosta: na światłach przyczepiają święty obrazek do lusterka samochodowego, zaś kierowcy wręczają woreczek ze słodyczami. Po chwili wracają, by odkleić obrazek i zebrać należność za wybrane przez klientów produkty.

Wymieniłam już więc jedno z “bardziej” – bardziej zakorkowane. Ale czy São Paulo jest też bardziej… śmierdzące? I tak, i nie. W dzielnicach mieszkalnych klasy średniej i wyższej, a także w miejscach, takich jak parki, nie można powiedzieć o choćby śladzie nieprzyjemnego zapachu. Jednak w biedniejszych okolicach, przy rzekach (zwłaszcza przy rzekach!) oraz w centrum miasta nasze powonienie może być wystawione na ciężką próbę. W powietrzu, oprócz smogu, unoszą się opary z wybetonowanych kanałów rzecznych, zapach niemytych ciał i ulicznego jedzenia – zwłaszcza w gorące dni może to stanowić problem. Nie chcę być źle zrozumiana, trudno o inną mieszankę zapachową przy tak dużej liczbie osób, zgromadzonych na ograniczonej przestrzeni.

Edifício Martinelli
Edifício Martinelli

Kolejną kwestią, która mnie zadziwiła, była wysokość budynków. Wrażenie maleńkości narasta wraz ze zbliżaniem się do Av. São João. Kulminacja następuje w momencie, gdy staniemy pod najwyższym budynkiem w São Paulo, Edifício Martinelli, zbudowanym w 1929 roku. Czułam się też przytłoczona mnogością drapaczy chmur przy Av. Paulista. Nic dziwnego, że miasto to jest porównywane z Nowym Jorkiem – znajduje się w nim niemal 200 budynków przekraczających wysokość 200 metrów! Nie potrafię w pełni przekazać tego, jak bardzo mała czułam się, stojąc na chodniku przy jednym z tych “olbrzymów”.

sao paulo3São Paulo nie leży nad oceanem, ale posiada dostęp do rzeki. A dokładniej dwóch rzek, Tietê i Pinheiros. Niestety, jeśli miasto nadal będzie je zaniedbywać, już wkrótce obie przestaną zasługiwać na miano “rzeki”. Obecnie leniwa i niezwykle smrodliwa woda płynie w wybetonowanych kanałach. Mówi się, że Warszawa jest odwrócona plecami do Wisły, ale São Paulo nie tyle odwróciło się od swoich rzek, co skazało je na powolne konanie. Z powodu smrodu i niezachęcającego wyglądu, tereny wokół Tietê i Pinheiros są zasadniczo puste – wybudowano jedynie ścieżki rowerowe. Szkoda.

Park przy Av. Paulista
Park przy Av. Paulista

Będąc w tym mieście, zdecydowanie należy odwiedzić przynajmniej dwa parki. Na szczególną uwagę zasługują między innymi Villa-Lobos i Ibirapuera, które mnie osobiście zachwyciły ogromną przestrzenią i wrażeniem niezwykłego spokoju. Villa-Lobos odwiedziłam w trakcie tygodnia, więc wydał mi się pustawy, jednak według słów mojego przyjaciela park ten cieszy się niezwykłą popularnością podczas weekendów. Ibirapuerę zobaczyłam w sobotę i to w Dniu Niepodległości Brazylii. Moją uwagę przykuła ogromna liczba osób jeżdżących na rowerach i rolkach oraz piękne jezioro w samym centrum parku. Jednak nie tylko wielkie parki są interesujące – w bezpośrednim sąsiedztwie Av. Paulista znajduje się niewielki, ale uroczy teren zielony, wypełniony drzewami, egzotycznymi roślinami i ciekawymi rzeźbami.

Jak widać, nie stawiam tezy, że São Paulo jest bardziej szare od innych miast. Ba, chciałabym wręcz udowodnić, że jest bardziej… kolorowe! Mnogość murali, graffiti i przeróżnych malunków na ścianach, murach i mostach sprawiła, że moje muralowe serce mocniej zabiło. Nie sposób opowiedzieć, jak wiele pracy musieli włożyć niektórzy z artystów w stworzenie swoich, często monumentalnych, dzieł. Smuci jednak polityka miasta, które używa polityki szarej farby do powstrzymania grafficiarzy – uważam, że ze szkodą dla samej metropolii. Więcej można przeczytać na ten temat w moim wcześniejszym tekście, dotyczącym filmu “Szare miasto”.

Okolice Mercado Municipal de São Paulo
Okolice Mercado Municipal de São Paulo

Ale przede wszystkim na opis zasługują ludzie żyjący w tym mieście. Ludzie niezwykle pomocni i uśmiechnięci. Ludzie, którzy sami z siebie oferują wskazanie kierunku na mapie, opowiadają o najciekawszych miejscach w dzielnicy i doceniają znajomość języka portugalskiego. Ja miałam to szczęście, że centrum São Paulo zwiedzałam sama, a nie z wycieczką lub pod opieką znajomego. Dzięki temu mogłam na własne oczy przekonać się o życzliwości i uczynności mieszkańców. Szczególnie miłym akcentem był posiłek w jednej z churrascarias, gdzie podaje się pieczone mięso w bułce z dodatkiem warzyw i ostrego sosu – churrasco grego. Choć początkowo wzięto mnie za obywatelkę USA, szybko wyprowadziłam klientów i właściciela lokalu z błędu, dzięki czemu przez kolejne pół godziny mogłam porozmawiać na niemal każdy temat, radośnie konsumując swoje danie. Radość zniknęła tego samego dnia wieczorem, gdy mój żołądek oznajmił mi, co sądzi na temat ulicznego jedzenia. Tak czy siak, warto samemu poczuć, jacy są paulistas, tradycyjnie uznawani za mniej wylewnych od cariocas z Rio de Janeiro. Mniej wylewni? Być może. Ale czy przez to gorsi? Nie wydaje mi się.

Bardziej zatłoczone, śmierdzące i zakorkowane. Ale przy tym sympatyczniejsze, bardziej “ludzkie” – nie tak turystyczne jak Rio de Janeiro – i do tego, co najważniejsze, bardziej moje. Jest to miasto, w którym mogłabym zamieszkać. W pewien dziwny, zapewne pokręcony sposób, przypomina mi Warszawę. I zapewne stąd bierze się moja miłość do São Paulo.

Na zakończenie piosenka, która towarzyszyła mi stale podczas spacerów i przejazdów w São Paulo – Charlie Brown Jr. “Meu Novo Mundo”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *