Kogo szpieguje meksykański rząd?

Jest 17 maja 2017. Dwa dni po śmierci Javiera Valdeza, kolejnego zamordowanego w Meksyku dziennikarza, prezydent Enrique Peña Nieto zwołuje konferencję. Obiecuje zwiększyć bezpieczeństwo dziennikarzy, zapewnia o wszelkich staraniach, by zatrzymać sprawców. Przekonuje, że ich dobro leży mu na sercu. Wydaje się, że nikt już w to nie wierzy. Ogłoszoną przez prezydenta minutę ciszy ku pamięci zabitych dziennikarzy przerywają okrzyki obecnych na sali reporterów: „Sprawiedliwość!” i „Koniec z przemowami!”.

Nieco ponad miesiąc później, New York Times publikuje głośny tekst. Dziennik sugeruje, że meksykański rząd śledzi grupę najważniejszych dziennikarzy, walczących o prawa człowieka prawników, nagłaśniających korupcję aktywistów oraz członków ich rodzin. Wspomniany artykuł jest wynikiem śledztwa, przeprowadzonego przez dziennikarzy wspólnie z ekspertami w dziedzinie kryminalistyki. Ujawnia on, że zakupione przez meksykańskie agencje federalne oprogramowanie, służące do inwigilacji, zostało wykorzystane do śledzenia najważniejszych krytyków rządowych poczynań.

Mowa tu o oprogramowaniu Pegasus, które instaluje się na smartfonie po kliknięciu w przesłany wcześniej link. Pozwala na przeglądanie zawartości telefonu, monitorowanie rozmów i wysyłanych wiadomości. Jest także w stanie uruchomić kamerę bądź mikrofon w aparacie, na którym został zainstalowany, umożliwiając tym samym podsłuchiwanie jego właściciela.

Meksyk kupił oprogramowanie Pegasusa od izraelskiej firmy NSO Group. Wiadomo o niej niewiele, poza tym, że eksperci od spraw bezpieczeństwa nadali jej miano sprzedawców cyberbroni. Warunkiem sprzedaży miało być zobowiązanie ze strony kraju, że program będzie wykorzystany jedynie do walki z przestępcami i terrorystami.

Wydaje się jednak, że to nie terroryści, ale najaktywniejsi krytycy rządu, padli ofiarą inwigilacji. Wśród nich znajduje się Juan E. Pardinas – dyrektor Meksykańskiego Instytutu ds. Konkurencji. Człowiek pracujący nad projektem ustawy antykorupcyjnej, zmuszającej meksykańskich urzędników do raportowania na temat konfliktu interesów. Prowadził badania na temat kosztów, jakie ponosi Meksyk wskutek toczącej kraj plagi korupcji, dążył do tego, by opinia publiczna poznała jej rozmiary. Kolejną osobą, na której telefonie odkryto ślady działania oprogramowania jest Carmen Aristegui, jedna z najbardziej znanych meksykańskich dziennikarek. To właśnie za jej sprawą wybuchł w Meksyku skandal Casa Blanca, związany z zakupem nieruchomości przez meksykańską Pierwszą Damę. Wśród śledzonych był także Mario E. Patrón – działacz starający się wyjaśnić sprawę zaginięcia 43 studentów z Ayotzinapy. Publicznie oskarżył meksykański rząd o zaniedbania, opieszałość i nadużycia w prowadzeniu śledztwa.

Choć przypuszczenia nasuwają się same, trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, że za inwigilacją dziennikarzy i działaczy stoi meksykański rząd. Sam producent oprogramowania Pegasus przyznał, że nie ma możliwości namierzenia konkretnego hakera. Rzecznik rządu kategorycznie zaprzeczył doniesieniom dziennika New York Times. Pytanie tylko, kto w Meksyku ufa jeszcze oficjalnym deklaracjom?

Źródła:

https://www.nytimes.com/2017/06/19/world/americas/mexico-spyware-anticrime.html

http://www.bbc.com/news/world-latin-america-40337770

http://internacional.elpais.com/internacional/2017/05/17/mexico/1495045720_470201.html

Źródło zdjęcia głównego: WikiMedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *