Kolumbijski haker zatrudniany do prowadzenia brudnej wojny w kampaniach prezydenckich w Ameryce

31-letni Kolumbijczyk, Andrés Sepúlveda, twierdzi, że w 2012 roku podczas kampanii prezydenckiej w Meksyku manipulował mediami społecznościowymi i włamywał się do komputerów sztabu wyborczego kontrkandydatów Enrique Peñi Nieta,  aby ostatecznie doprowadzić go do zwycięstwa.

Jak podaje magazyn „Bloomberg Businessweek”, zespół Sepúlvedy zainstalował szpiegowskie oprogramowanie na komputerach sztabów przeciwników reprezentanta PRI i w czasie rzeczywistym śledził ich plany i decyzje, zanim jeszcze zdążyli rozprowadzić je między sobą. Zakładał tysiące profili na Twitterze i Facebooku, które sterowane automatycznie rozprzestrzeniały pozytywne informacje na temat Peñi Nieta i informacje, które szkodziły w sondażach jego przeciwnikom, jedne i drugie noszące raczej znamiona plotek niż faktów. Posty te pomagali oczywiście powielać prawdziwi, niczego nie świadomi użytkownicy, aż dyskusje przybierały potężnych rozmiarów i „właściwego” kierunku. W noc wyborów, o 3 nad ranem w stanie Jalisco rozdzwoniły się też telefony udające kampanię kontrkandydata Peñi Nieta, co miało rozwścieczyć i ostatecznie zniechęcić nie całkiem przekonanych do niego wyborców. Za prowadzenie brudnej kampanii haker miał otrzymać 600 000 dolarów.

Po wygranych wyborach wszelkie dowody zostały zniszczone – nośniki danych przewiercone na wylot, upieczone w mikrofali i zmiażdżone przy użyciu młotka, a papiery utopione w kanalizacji.

Prezydent Peña Nieto, spotykający się ostatnio z ostrą krytyką, zaprzecza jakoby miał wynająć Sepúlvedę i prowadzić jakąkolwiek nieczystą kampanię.

To jednak nie jedyna kampania, na którą haker miał wpływ. Jak twierdzi, przez 8 lat wraz z zespołem był wynajmowany na potrzeby kampanii prezydenckich w Nikaragui, Panamie, Hondurasie, Salwadorze, Kolumbii, Meksyku, Kostaryce, Gwatemali i Wenezueli. „Moim zadaniem była brudna wojna i psychologiczne operacje, czarna propaganda, plotki – cała ciemna strona polityki, o której nikt nie wie, że istnieje, ale każdy ją widzi” – opowiada dziennikarzom „Bloomberga”.

31-letni haker jasno określa swoje poglądy polityczne i przyjmuje jedynie zlecenia zgodne ze swoimi zasadami. Odrzucił na przykład propozycję pracy dla prezydenta Juana Manuela Santosa, ponieważ ten rozpoczął pokojowe rozmowy z organizacją FARC, co Sepúlveda uznał za zdradę. Haker zaczął pracować na rzecz kampanii przeciwnika Santosa – Oscara Ivána Zuluagi. Sepúlveda próbował zdyskredytować Santosa przez ujawnienie wciąż rozwijającej się przestępczości mimo zapewnień prezydenta i FARC o pokoju.

Jawna kampania przeciwko aktualnej władzy oraz groźnej organizacji przestępczej okazała się jednak zgubna w skutkach. Obecnie Sepúlveda odsiaduje wyrok 10 lat więzienia za używanie złośliwego oprogramowania, spiskowanie w celu popełnienia przestępstwa, naruszenie danych osobowych i szpiegostwo związane z wyborami w Kolumbii w 2014 roku. Na sali sądowej miał na sobie kamizelkę kuloodporną, grożono też zabiciem jego rodziny.

Haker stara się o wcześniejsze zwolnienie za dobre sprawowanie. Mówi, że program, który stworzył, jest w stanie zidentyfikować rekruterów ISIS kilka minut po tym, jak zarejestrują konto na Twitterze i że chętnie podzieli się tą informacją ze Stanami Zjednoczonymi lub jakimkolwiek innym państwem walczącym z terrorystami islamskimi.

Źródło:

http://www.bloomberg.com/features/2016-como-manipular-una-eleccion/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *