W cieniu Mistrzostw Europy?

Dla zagorzałych miłośników piłki nożnej z Ameryki Łacińskiej, czy nawet samego talentu Leo Messiego, turniej ten na pewno nie traci na wartości względem  Mistrzostw Europy, rozgrywanych praktycznie w tym samym czasie.

Mowa oczywiście o Copa América, a właściwie o Copa América Centenario, nazwanego tak z powodu setnej rocznicy utworzenia konfederacji CONMEBOL. Już w sobotę rozpocznie się 45. edycja turnieju, a rywalizacja na 10 stadionach Stanów Zjednoczonych będzie toczyła się w dniach 4-26 czerwca.

Wyjątkowy jubileusz                                                                                               

Copa América zawsze jest niewątpliwie wyjątkowym wydarzeniem, spędzającym (dosłownie!) sen z powiek. Jednak tegoroczna edycja jest szczególna z kilku powodów – najważniejszym z nich jest fakt, iż turniej po raz pierwszy zostanie rozegrany poza granicami Ameryki Południowej. Dzieje się to z powodu rozszerzenia liczby uczestników – z 12 do 16, w skład których wchodzi między innymi gospodarz  rozgrywek – Stany Zjednoczone. Warto jednak pamiętać, że tegoroczny zwycięzca turnieju nie będzie miał zapewnionego miejsca w Pucharze Konfederacji – miejsce to należy się triumfatorowi zeszłorocznej edycji Copa América, Chile. Wydaje się to dziwne i pozbawione logiki, szczególnie dla nas, Europejczyków, przyzwyczajonych do regularnego rozgrywania wielkich międzynarodowych turniejów. Południowoamerykańska federacja jednak nigdy nie miała aż tak wysokich ambicji, żeby przejmować się regularnością rozgrywek.

Dla Europejczyków Copa América to nie lada wyzwanie, nie tylko ze względu na nieregularność – mecze o niestandardowych porach, niedobór snu i nieznane nam nazwiska często stają się zbyt dużym ograniczeniem dla przeciętnego fana piłki kopanej. Jednak, jak w każdym wielkim turnieju, emocji nie brakuje, a latynoski temperament zawodników daje się we znaki na boisku podczas każdej sekundy meczu. W tym roku wstępem do rozgrywek będzie spotkanie USA z Kolumbią, rozegrane 4 czerwca o 3:30 czasu polskiego.

Turniej wielkich szans

Mówi się, że faworytem turnieju jest Argentyna, czternastokrotny zwycięzca rozgrywek. Przesłanek do nazwania Albicelestes faworytem jest wiele. Na jedną z nich wskazuje fakt, że w reprezentacji zabraknie jedynie dwóch nazwisk wielkiego kalibru – Pablo Zabalety oraz Paulo Dybali. O ile zawodnik Manchesteru City opuści turniej z powodu kontuzji, tak napastnik Starej Damy, na turniej nie został po prostu… puszczony. Po ogłoszeniu powołań na turniej, Juventus nie zgodził się na udział w nim jednego ze swoich najlepszych zawodników. Jednak nawet bez wyżej wymienionej dwójki reprezentacja Gerardo Martino prezentuje się znakomicie: Higuaín bijący rekordy strzeleckie, Di María wznoszący trofea wraz z PSG i oczywiście Mascherano oraz Messi, który od wielu lat czeka na swoje pierwsze zwycięstwo w Copa América. I choć Argentyna rozegra swój pierwszy mecz z obecnym mistrzem, to eksperci przewidują, że tym razem nic nie stanie na przeszkodzie do triumfu.

Wielcy przegrani?

Zaskoczeniem jest zaś skład reprezentacji Brazylii, w którym wielkich nazwisk jest po prostu niedobór. W zespole Canarinhos zabraknie m.in. Neymara, Thiago Silvy, Lucasa, Davida Luiza czy Marcelo. Trener Dunga swój wybór motywuje faktem, że chce raz na zawsze zapomnieć o pamiętnej porażce z Niemcami i z tego powodu nie powołuje piłkarzy, którzy według niego za tę porażkę są odpowiedzialni. Słowem – dokonuje totalnego przebudowania kadry, angażując w seniorską reprezentację zawodników młodych, mniej doświadczonych, ale jednocześnie takich, którym nie brakuje odwagi i chęci do walki za ojczyznę na murawie. Wszyscy uczestnicy wiedzą jednak, że nie można ignorować najbardziej utytułowanej drużyny piłkarskiej na świecie i Brazylia, mimo roszad w kadrze, będzie groźnym przeciwnikiem.

Copa América to turniej, który zdecydowanie warto oglądać, chociażby dla poczucia egzotycznego klimatu tych rozgrywek i obejrzenia pełnych temperamentu Latynosów na swoich rodzimych boiskach. Chociaż wydawać by się mogło, że organizacja tegorocznej edycji w Stanach Zjednoczonych może ten klimat osłabić, to drużyny pozostają te same, a Puchar wciąż budzi w kibicach takie same emocje. Pozostaje tylko rozsiąść się wygodnie w fotelach, zapiąć pasy i odpalić mecz otwarcia już jutro o 3:30. Emocje z najwyższej półki gwarantowane!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *