2. Pierwsze dni na uniwersytecie

DSCN0394
Jeden z głównych budynków Universidad de Chile

Dowiedziałem się już, jak funkcjonuje tutaj uniwersytet. Gdzieś między MISH-em a Misiem. Jeśli ktoś myślał, że układanie planu na MISH-u jest trudne, to powinien postudiować na Universidad de Chile. Ustalanie planu zacząłem od pytania, ile przedmiotów muszę zaliczyć. Sympatyczne panie zajmujące się zagranicznymi studentami odpowiedziały, że to zależy od umowy z moim uniwersytetem. Poszukiwania tej umowy zajęły im ponad pół godziny. Niestety zakończyły się porażką, bo udało się znaleźć jedynie skan umowy spisanej na maszynie na początku lat dziewięćdziesiątych. Nie było w niej potrzebnej mi informacji. Podobno umowa była w tym roku odnawiana, ale widocznie nie ma jej jeszcze w bazie danych. Zakończyliśmy więc poszukiwania na ustaleniu między sobą, że powinienem zrobić nie więcej niż 4-5 przedmiotów. No, ewentualnie sześć. Zdziwiłem się, bo myślałem, że takie będzie minimum, a nie maksimum. Okazało się, że uniwersytet nie chce, żebyśmy spędzali całe dnie nad książkami, bo nie poznamy cudownego Chile i równie wspaniałych jego mieszkańców. A podobno pięć przedmiotów tygodniowo i tak wymaga wielogodzinnych przygotowań, bo na każde zajęcia trzeba bardzo dużo przeczytać.

Następnym etapem było ustalenie, z oferty których wydziałów chcę wybrać przedmioty. Najlepiej, żebym chodził na prawo i ekonomię, bo one idą mniej więcej według kalendarza akademickiego, tzn. skończą semestr do 20 XII. Zwróciłem paniom uwagę, że miało być do 13., a nie 20. Okazało się, że podobno mój uniwersytet dostał informację, że poprzedni semestr przesunął się na całej uczelni o tydzień. Ciekawe, gdyż jeszcze w zeszłym tygodniu dostałem maila z informacją, że prowadzący mają się ze mną rozliczyć do 13 XII, nawet jeśli inni studenci mieliby jeszcze później zajęcia. Gdy powiedziałem, że chciałbym chodzić na zajęcia prowadzone np. w (w swobodnym tłumaczeniu) Instytucie Nauk Politycznych albo na Wydziale Nauk Społecznych, dowiedziałem się, że tutaj każda jednostka ustala sobie początek i koniec semestru samodzielnie i panie odradzają mi INP i wszelkie wydziały humanistyczne i społeczne, chyba że mam czas do marca. Np. INP jeszcze nie skończył poprzedniego semestru, więc nie wiadomo, kiedy zacznie następny. A co dopiero kiedy skończy. Inną ciekawostką jest, że mimo wszelkich opóźnień Wydział Ekonomii zaczyna zajęcia już w czwartek w tym tygodniu, czyli przed wyznaczonym przez uniwersytet początkiem semestru. Dodam tutaj, że w Chile zaczyna się właśnie drugi semestr roku akademickiego 2013. Czyli także tutaj po roku akademickim następują wakacje letnie, tyle że wypadają one od połowy grudnia do marca.

Gdy już powiedziałem paniom, że wszystko rozumiem (chociaż uważały, że wyglądam, jakbym nie rozumiał) zacząłem zbierać się do wyjścia. Na schodach spotkałem panią dyrektor jednostki zajmującej się współpracą międzynarodową, która zapytała jeszcze raz, czy wszystko mi wytłumaczono. Gdy odparłem, że tak, zaczęliśmy rozmawiać o powodach wszelkich komplikacji, które mnie tu spotykają. Dowiedziałem się, że kierunki humanistyczne często mają opóźnienia, bo uważa się, że ich studenci powinni angażować się w życie społeczne i polityczne. Dlatego nie wiadomo, kiedy skończy się na nich semestr, bo w listopadzie są wybory prezydenckie i na pewno studenci dostaną szansę wyrażenia swoich opinii. Na Universidad de Chile jest to szczególnie ważne, bo podobno młodzież z Ariki (na północy) i Magellanes (na południu) ma ograniczone możliwości wypowiadania się w prasie ogólnokrajowej, więc studenci najważniejszego uniwersytetu w kraju starają się reprezentować całe swoje pokolenie. Gdy rozmowa zeszła na chilijską politykę, pani dyrektor postanowiła pożyczyć mi książkę o kryzysie systemu społeczno-gospodarczego w Chile. Mam ją oddać w piątek, gdy przyjdę na dalsze konsultacje i przy okazji wypijemy razem kawę i podyskutujemy o tym, co przeczytam.

Na dniach adaptacyjnych zaprezentowano nam też tutejszego USOS-a. Składa się on z dwóch części. Jedna służy do zapisywania się na przedmioty, a druga do kontaktów międzyludzkich. W ten sposób przypomina ona trochę Facebooka. Są fora, grupy, prywatne wiadomości, grupowe galerie zdjęć, miejsce do udostępniania materiałów dydaktycznych itd. Niestety później dowiedziałem się, że Wydział Ekonomii z tego wszystkiego nie korzysta i ma własny system internetowy.

Mam już za sobą pierwsze zajęcia, ale nie będę się o nich rozpisywał, bo przedmiot jest po angielsku i kierowany do obcokrajowców, więc pewnie mało reprezentatywny. Powiem tylko, że było bardzo sympatycznie i z praktycznym nastawieniem.

2 thoughts on “2. Pierwsze dni na uniwersytecie”

    1. W pierwszych dniach zdecydowanie tak było. Teraz mam już ustalony plan zajęć, więc czuję się jak na normalnym uniwersytecie. O tym, jak wyglądają zajęcia, napiszę w jednym z kolejnych tekstów.

Odpowiedz na „Zuzanna JakubowskaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *