Street food: Meksyk, cz. II

W poprzedniej części opowieści o street foodzie w Meksyku była mowa o wielu różnych przekąskach ulicznych. Ale jak wygląda życie uliczne, co się tam pije i je na deser?

W Meksyku można spotkać dwa sposoby sprzedawania jedzenia: małe, przemieszczające się wózki z parasolką chroniącą sprzedawcę i jedzenie przed słońcem oraz duże standy, które najczęściej składają się z połączonych ze sobą plastikowych 4-5 stolików oraz krzesełek. W tych mniejszych zjemy m.in.:  kukurydzę (elotes) czy ziarna kukurydzy (mais), tamales, tacos de canasta (opisane w I części artykułu), frutas czy churros (opisane poniżej).

Wszystkim tym licznym potrawom i przekąskom towarzyszy wszechobecny gwar uliczny, rozmowy, śmiechy, nawoływania, klaksony. Szczególnie małe, przemieszczające się standy z jedzeniem są „opatrzone” przez sprzedawców specjalnym dźwiękiem, by dać znać mieszkańcom, że można u niego kupić coś smacznego. Jest kilka takich charakterystycznych dźwięków, m.in.: camotes i tamales. Camotes przypomina długi gwizd podobny do dźwięku maszyny parowej, którego w nocy można się przestraszyć. Natomiast tamales to nagranie z taśmy, powtarzane kilkakrotnie przez głos starszej osoby mówiącej z zatkanym nosem „Tamales oaxacenos, tamales calientitos...”.

Jeśli chodzi o większe standy, wystawione tam są w osobnych pojemnikach salsy: verde (z zielonego chile, średnio ostra), rojo (z czerwonego chile, ostrzejsza), guacamole (sos z awokado, łagodny/ostry), salsa de habanero (zrobiona z najostrzejszej papryczki), frijoles (sos z fasolą), nopal (sos z kaktusa, cebuli i pomidorem), pico de gallo (świeża cebula, pomidor i kolendra), śmietana. W takim miejscu kupimy: tacos, których sztuka jedzenia nie jest łatwa i wymaga dużej zręczności (stąd zawsze zapewniona się serwetki na stolikach, a każdy talerzyk, na którym podaje się tacos, jest zapakowany w folię plastikową), quesadillas (placek kukurydziany z najczęściej nadzieniem serowym, bardzo smaczny także z dynią), tlacoyos (masa kukurydziana z mieloną fasolą w środku, smażona na głębokim tłuszczu; na wierzch kładzie się sałatę, ziemniaki, biały ser).

Foto: instagram.com
Foto: instagram.com

W takich miejscach mieści się maksymalnie 15 osób przy stołach. Jeśli nie ma miejsca – je się na stojąco. Można porozmawiać o wszystkim i to w przyjemnej atmosferze. Często można też zostać zagadniętym przez główną señorę, która zwykle jest właścicielką knajpki. Kontakt sprzedawcy z klientem jest różny w zależności od dzielnicy, w której się znajdujemy. W Mexico City, czyli tam, gdzie mieszka więcej Europejczyków i innych obcokrajowców, rozmowa jest chłodna i sprowadza się tylko do transakcji. W innych dzielnicach ludzie są bardziej otwarci, serdeczni, traktują się jak przyjaciele, a nawet rodzina.

Oprócz jedzenia, warto wspomnieć o napojach. Wśród soków z owoców znaleźć można refresco en bolsita. Jest to napój, który ze szklanej butelki przelewa się do plastikowej torebki, który pije się przez słomkę (jak na zdjęciu). Jeśli chcemy wypić w kubku, trzeba dopłacić 1 czy 2 pesos. Warto też spróbować raspados – to pokruszony lód z syropem smakowym (podobnie jak brazylijska raspadinha).

Deserem w Meksyku są najczęściej owoce lub wypieki. Bardzo popularne są też frutas, czyli owoce z solą i chili oraz sokiem z limonki. Najczęściej podaje się mango, ananasa, owoc jicama, marchewkę lub ogórka.

Foto: pinterest.com
Foto: pinterest.com

Ze słodyczy, Meksykanie najbardziej lubią churros, czyli rodzaj ciasta smażonego na głębokim tłuszczu, oprószone cukrem, czasem wypełnione kremem z mleka koziego (cajeta), nutellą albo truskawkami  – podawane z sosem czekoladowym.

Jest wiele rodzajów mniejszych słodkości, jak cukierki i czekoladki z dodatkiem np. chili. Co więcej, w okresie Wszystkich Świętych (w listopadzie), można kupić w sklepach cukrową lub czekoladową czaszkę i zdobioną kolorowymi wzorami.

W tym miejscu kończy się nasze spotkanie z najbardziej znanym na świecie latynoamerykańskim street foodem. Z pewnością wszystkie dania nie zostały wymienione, ponieważ rodzajów przekąsek jest około 200! Aby ich spróbować, najlepiej odwiedzić ten kraj i sprawdzić na własną rękę, jak smakuje Meksyk.

Za pomoc bardzo dziękuję Marianie (!Mariana, muchas gracias!), Agacie Dawid i Wiktorii Gajewskiej.

Anna Kołakowska

One thought on “Street food: Meksyk, cz. II”

Odpowiedz na „Bogdan GałązkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *