10. Podsumowanie

MG: Nie żałował pan, że przyjechał akurat do Chile?

RM: Nie, nie żałuję! Nie żałuję, dlatego że zostałem bardzo dobrze tu przyjęty, miałem tu bardzo dobry okres – okres teatrów, kiedy miałem bardzo dużo uczniów – y bueno… polubiłem ten kraj. Jak byłem w Polsce pierwszy raz w ’90 roku i posiedziałem z pięć miesięcy w Polsce, to tęskniłem za Chile1. Jak wróciłem do Chile no to znowuż mi brakowało Polski. To jest nasz paskudny los – emigrantów. Trzeba by być milionerem – lato spędzić tu i tam. Ale nie żałuję. Były okresy w Chile nieprzyjemne – politycznie, pewne zmiany itd. Wielu moich znajomych, przyjaciół Polaków uciekało z Chile. Ale ja mówiłem, że nie – ja mam tu bardzo dobrych przyjaciół Chilijczyków, spędziłem z nimi dobre czasy, to jak są złe czasy to też ich nie opuszczę. Naturalnie, gdyby było bardzo, bardzo groźnie, tobym i ja czmychnął, ale Chilijczycy są dobrzy ludzie, przyjemni, nas lubią. To jest kraj, gdzie nas naprawdę lubią. To trzeba docenić. Tu nie ma tego, jak na przykład w Argentynie czy w Urugwaju też, że jak się pytają o narodowość, to nie mówisz polaco, tylko mówisz polonés. A dlaczego? Bo polaco czy polaca to jest niedobrze – na ogół polaca oznacza prostytutkę. Dlatego że było bardzo dużo z Polski tych złych elementów, które potworzyły całe klucze domów publicznych w Południowej Ameryce. W Chile jest słynna Sara Braun. Sara Braun spod Litwy, spod Wilna, która przyjechała do Chile, miała ogromny klucz taki domów publicznych na południu i milionerka. Potem ten Club de la Unión, który jest w Punta Arenas i piękny pałac w Viña del Mar.

1Pierwszy raz po II Wojnie Światowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *